Ostatnia klątwa

Tym razem rozpocznę prosto z mostu. Nie będę owijać w bawełnę. Napiszę bez ogródek…

Tak złego filmu dawno z M. nie widzieliśmy. Nie przypominam sobie, byśmy kiedykolwiek ocenili film niżej. Tylko 3 punkty na 10 możliwych! Nawet sztuczne zęby i uśmiech Nicolas’a Cage’a nie są w stanie przebić tego koszmaru.

źródło: bloody-disgusting.com

Muzyka. Jak rzadko, nie da się jej nie zauważyć. Ten instrument smyczkowy jest koszmarny. Nie znam się, nie wiem czy to skrzypce, altówka czy inna wiolonczela. Natomiast to,  jaki dźwięk z siebie wydaje jest O-KRO-PNY. I totalnie niedopasowany do przedstawianych scen. Czytaj dalej

Pakt krwi

Od tygodnia trudno znaleźć w kinie film, na który chętnie byśmy się wybrali. Większość już widzieliśmy, a te, które pozostały, ominęliśmy z premedytacją. Ale nie być w kinie ponad tydzień? To do nas niepodobne. Musieliśmy więc coś zdecydować. Spośród krótkiej listy seansów opuszczonych, wybraliśmy Pakt krwi, czy też w oryginale Arsenal.

źródło: teaser-trailer.com – to chyba plakat filmu komediowego (te miny), a nie thrillera

Wiele pisać o filmie nie będę, a cokolwiek napiszę, może okazać się spoilerem. Więc jeśli zamierzacie tę produkcję zobaczyć, chociażby z sympatii dla Cage’a, czy Cusack’a, nie czytajcie dalej. Gdyby nie fakt, że z M. korzystamy z kart Unlimited, nie wybralibyśmy tego filmu. Czytaj dalej

Amok

Po zeszłotygodniowych perypetiach związanych z dotarciem do kina, tym razem udało się. M. godziny nie pomylił, choć usilnie próbował. O 20.10 zasiedliśmy w czerwonych fotelach i czekaliśmy na Amok. Osobiście nie spodziewałam się niczego wielkiego, dlatego zaskoczyłam się bardzo pozytywnie. Co więcej film ten spodobał mi się bardziej niż produkcja Agnieszki Holland (matka reżyserki). I nie tylko mi. Wspólnie z M. przyznaliśmy 7 punktów na 10.

źródło: weekend.gazeta.pl Czytaj dalej

L i f e

Miał być Amok na otwarcie weekendu, był Life w sobotę. I w zasadzie wystarczyłoby napisać: odgrzewany kotlet, by wszystko było jasne. Ale recenzja filmowa bez kilku zdań więcej, to nie-recenzja. Będę więc kontynuować. I trochę spoilerować.

źródło: www.this-is-cool.co.uk

Life czerpie ze swoich kosmicznych poprzedników bardzo obficie. Na próżno porównywać go jednak z Grawitacją, Interstellar czy Marsjaninem (choć ten z tych trzech był najsłabszy). Do wymienionych obrazów jest mu bardzo daleko, lata świetlne. Bo to, co w produkcji z Sandrą Bullock i Georgem Clooney’em było nowe, tu staje się wtórne i nieciekawe. Dlatego Life zasłużył na zaledwie Czytaj dalej