The Circle. Krąg

To był kolejny pokaz przedpremierowy zrealizowany z kartą Unlimited. Nawet sobie nie wyobrażacie jakim ta karta jest dobrodziejstwem dla kinomana. I nie, nie jest to reklama, ani wpis sponsorowany, serio. Przyznaję jedynie, że jest to dobry produkt.

źródło: www.theaceblackblog.com

Nie w karcie jednak rzecz, a w filmie, który razem z M. obejrzeliśmy. Pierwszy zwiastun The Cirle. Krąg nie zafascynował mnie. Ale jak to często bywa, obejrzany wielokrotnie zaczyna wciągać. A że widzieliśmy go pewnie z 15 razy, stało się. Zdecydowaliśmy się na pokaz przedpremierowy i nie żałujemy. Jakież to było poruszające i nieco przerażające widowisko. Podobnie mam z Obcym. Choć jeszcze w kinie na nim nie byliśmy (chroniczny brak czasu), a poprzednie części w ogóle mnie nie interesowały, a nawet odstręczały, to wydanie zamierzam obejrzeć.

Pierwotnie obawiałam się występu Hermiony, narzekać jednak nie mogę. Choć ochów i achów też nie będzie. Pozostali aktorzy raczej w pamięć nie zapadają. Nawet Tom Hanks wystylizowany na Steve’a Jobs’a nie powala. Wyjątkiem zdaje się być koleżanka głównej bohaterki, niby postać drugoplanowa, a chyba najlepiej zbudowana. Widzimy tu dokładnie przemianę postaci i jej przyczyny, natomiast zmiana zachowania filmowej Mae nie wynika z niczego.  Chęć negliżowania własnego życia zdaje się nie być podyktowana logicznymi przesłankami. Wręcz przeciwnie, brakuje tu nieco sensu. Ale nie to jest najważniejsze…

Technicznie film zrealizowany jest przyzwoicie – standardowe zdjęcia, jakaś tam muzyka (chyba, bo oprócz piosenki ze zwiastuna, więcej nie pamiętam)… Jakiś tam montaż. Nie ma fajerwerków, ale nie ma też wpadek. Najważniejsza jest jednak w tym przypadku treść. Opowiedziana historia. Bo choć temat był już maglowany w kinie niejednokrotnie, to wciąż jest inspirujący, a pokazać można go na wiele sposobów.

Najpierw zderzamy się z hiper ultra korpo i zaletami pracy. Joga, basen, prywatne koncerty… Filmowa wersja Google. I te co miesięczne grupowe meetingi. Pranie mózgu level hard – wspaniały szef, klaszczemy wszyscy razem, jesteśmy tresowanymi foczkami, chcemy więcej, itd. Jeżeli praca w korporacji faktycznie tak wygląda, to cieszę się, że tam nie pracuję. Może zarobki byłyby większe, ale jakoś… Nie, to nie dla mnie. Zapewne obraz ten jest nieco przerysowany i demonizowany, nie zmienia to jednak faktu, że to wciąż jest niezdrowy life balance. A scena z filmu, kiedy do głównej bohaterki podchodzą dwa korpoludki vel. korpozombie, narzekające, że ta nie zalogowała się jeszcze na ichniejszym fejsbuku i że to bardzo źle, bo to tak jakby nie chciała tam pracować, jest przednia i przerażająca zarazem. Zresztą w Circle jest wiele takich momentów, kiedy czujesz się zszokowany. I wiele takich momentów, gdy cieszysz się, że to tylko film.

Drugi, ważniejszy wątek to kwestia bezpieczeństwa i naszej prywatności. Bo jak mówi Tom Hanks w zwiastunie do filmu: Dobrze jest wiedzieć, ale lepiej jest wiedzieć wszystko. Ta idea przyświeca zarządowi filmowej korporacji Circle, który dąży do opanowania sieci i realu. Wszędzie mają być kamery, logowanie do jednego serwisu ma zastąpić logowanie do tysiąca innych. Jedna korporacja będzie kontrolować cały glob. I jakiż wspaniały przykład skuteczności tej cudownej idei mamy w filmie. To ten moment, w którym główna bohaterka zmienia swoje podejście do pracodawcy. Niestety trochę mało przekonujący, ale niech tam będzie. Jest w produkcji jeszcze jeden moment, w którym ta postać ponownie przechodzi przemianę. Mamy tu do czynienia z trzema odmiennymi postawami i wydaje się być tego trochę zbyt wiele. A może lepiej dopracowane wątki byłyby bardziej przekonujące.

Te nieścisłości w postępowaniu filmowych bohaterów, nie przeszkodziły mi jednak na ocenę 8/10. A to dlatego, że poruszony wątek naprawdę daje do myślenia.

Nieco skonsternowana poczułam się dnia następnego. W drodze do pracy widziałam jak na mojej ulubionej stacji benzynowej zmieniane jest logo. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że nowa nazwa to Circle K, prawie jak ta nieszczęsna korporacja z filmu.

Jeszcze bardziej skonsternowana poczułam się w czwartek lub piątek na szkoleniu z nowych technologii w kulturze, gdy mowa była o hakowaniu, dostępności naszych danych w sieci i ich bezpieczeństwie. Tydzień w kręgu nomen omen Circle.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s