Klient

źródło: filmmakermagazine.com

Klient to zupełnie różny film od tych, które do tej pory z M. oglądaliśmy. Przede wszystkim inne jest pochodzenie filmu. Nie jest to film holywoodzki. Ale za to oscarowy, a nagroda przypadła mu w kategorii najlepszego obrazu nieanglojęzycznego. Czy Oscar się należał czy też nie, w tym przypadku to drugoplanowa dyskusja, której nawet nie próbuję podejmować, bo nie widziałam pozostałych kandydatów. Nie zmienia to jednak faktu, że tę perską produkcję można obejrzeć. Nie będzie to seans z wypiekami na twarzy czy mocniejszym biciem serca, ale dla dostrzeżenia samych różnic kulturowych w opowiadaniu historii, warto iść.

Klient to opowieść o małżeństwie irańskich aktorów, którzy muszą opuścić swoje miejsce zamieszkania. I tu pierwsza warta uwagi scena. Sam początek, a już zaciekawia. Po krótkich poszukiwaniach nowego lokum, decydują się na propozycję kolego po fachu i zamieszkują w należącym do niego mieszkaniu. Ów kolega, niepytany, więc nie zdradza kto był poprzednim lokatorem. Zresztą czy komukolwiek przyszło by do głowy pytanie o poprzednich wynajmujących. Ja w swojej historii licznych przeprowadzek nigdy nie zapytałam. I wtedy zaczyna się cała lawina (sformułowanie trochę na wyrost) różnych zdarzeń. Najpierw nieszczęście spotyka główną bohaterkę, Ranę. W tym momencie zauważyć można różnicę kulturową w przedstawianiu pewnych spraw. Widz pozostaje z domysłami i wiarą w opowieści sąsiadów – świadków. Sami nic nie zobaczymy.

Nie zobaczymy też w filmie nawet kostki żadnej z grających tam kobiet. A gdy Rana przeżywa trudne chwile i próbuje pogodzić się z wydarzeniami, jej mąż Emad ani razu jej nie przytuli, nie pogłaszcze, nie pocałuje. Film niejako pokazuje sytuację społeczną kobiet z krajów muzułmańskich. To co się zadziało w filmie wymagało natychmiastowego zgłoszenia na policję i tak pewnie by się stało w kinie europejskim. Owszem, później małżonek mógłby sam dochodzić sprawiedliwości, ale zgłoszenie by było. W Kliencie przez pewną część sensu trwa rozmyślanie „iść”, czy „nie iść”. Ostatecznie bohaterka wypiera sytuację, a Emad wraca do codziennego życia. Do czasu. Wiadomo, że to trudna sytuacja, która zaczyna zżerać wszystkich od środka. W końcu coś z tym robią. Ale głównemu bohaterowi aż chce się krzyknąć w twarz: OGARNIJ SIĘ KOLEŚ! ZAWALCZ!

Ostatecznie coś się zadzieje. Jednak ten finał jest trochę rozwleczony w czasie. Można było to zrobić trochę krócej, żwawiej, z większym impetem. A tak czekamy na jeszcze coś, a coś nie przychodzi. Pozostajemy z niedopowiedzeniem.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s