Pakt krwi

Od tygodnia trudno znaleźć w kinie film, na który chętnie byśmy się wybrali. Większość już widzieliśmy, a te, które pozostały, ominęliśmy z premedytacją. Ale nie być w kinie ponad tydzień? To do nas niepodobne. Musieliśmy więc coś zdecydować. Spośród krótkiej listy seansów opuszczonych, wybraliśmy Pakt krwi, czy też w oryginale Arsenal.

źródło: teaser-trailer.com – to chyba plakat filmu komediowego (te miny), a nie thrillera

Wiele pisać o filmie nie będę, a cokolwiek napiszę, może okazać się spoilerem. Więc jeśli zamierzacie tę produkcję zobaczyć, chociażby z sympatii dla Cage’a, czy Cusack’a, nie czytajcie dalej. Gdyby nie fakt, że z M. korzystamy z kart Unlimited, nie wybralibyśmy tego filmu.

Jedynym plusem jaki dostrzegłam, był sam pomysł na film. Braterska więź silniejsza niż wszystko inne. Ale reszta, począwszy od samej realizacji, to już same minusy.

Praca kamery

Zdecydowanie za dużo ujęć z ręki. Operator chciał chyba pokazać jakie sztuczki zna i co potrafi, bez względu na to, czy kadr pasuje do filmu, czy nie. Dziwne były rozmycia, sprawiające wrażenie bardzo amatorskich. A do tego jeszcze prześwietlenia obrazu i błyski świateł. Albo amatorszczyzna, albo debiut kiepskiego studenta filmówki. Jakby wszystkie te efekty występowały z umiarem, to można by je znieść. Ale nie występują. Jest ich za dużo, a co za dużo, to niezdrowo.

Światło

Oglądaliście kiedyś kanał na YouTube Na gałęzi? Jest tam świetny film o zastosowaniu kolorów i światła w filmie. W Pakcie krwi mamy sztandarowy przykład oczywistości – dwa rodzaje światła: ciepłe żółte i zimne niebieskie.

Aktorzy

W zasadzie nikt poza Cage’m w filmie nie istniał, choć on sam był okropny. Dużo to mówi o pozostałych postaciach… Nicolas i jego sztuczne zęby powalały. Sposób mówienia, akcent – serio? Musiało być aż tak sztucznie?

Pozostali okazali się na przykład wybornymi strzelcami, choć nigdy w dłoni broni nie trzymali. Mistrzostwem jest scena, gdzie główny bohater stoi na skarpie nad jakąś wodą, a w ręku trzyma pistolet. Pytam się, co ta scena wnosi do filmu? No co? Jaki jest jej cel? Może jeszcze jakby ten bohater strzelał do butelek, bo potrzebuje rozgrzewki przed rozwiązaniem. Ale nie. On stoi na tej skarpie i gapi się w dal.

Krew. Dużo krwi.

Naprawdę dużo krwi. Krwi, która rozbryzguje się po całej scenie i to w zwolnionym tempie. Żebyś widział gdzie pada każda jej kropla. A gdy kula wchodzi w ciało ofiary, słyszysz to dokładnie – jak przebija skórę, przechodzi przez mięśnie i dociera do kości…

Tym razem reżyser chciał popisać się swoimi umiejętnościami filmowymi. Jakie mam świetne pomysły, pokażę co potrafię, zdobędę więcej kasy, będą mówić, że jestem zdolny. Ot co.

Uwagi pozostałe

Kolejną rzeczą, która rzuca się w oczy w Pakcie krwi to brak policji. Na całe amerykańskie miasteczko, w którym dzieje się akcja filmu, jest dwóch policjantów – jeden tajniak i jeden przyjaciel rodziny, ale w sumie nie wiem czy to nie były policjant… A bandziorów co nie miara. Nie chciałabym tam mieszkać.

Są również luki, albo niedopowiedzenia w fabule. W zasadzie nie wiemy czemu starszy brat jest jaki jest i spotkało go to, co spotkało. Zabrakło wyjaśnienia czy siedział w kiciu, czy gdzieś służył (bo i taki wątek gdzieś się przewija), czy wchodzimy w jakiś ciąg wydarzeń bliżej nieokreślonych.

Ocena

Na zachętę daliśmy z M. 5/10. Dobrze, że im częściej chodzimy do kina, tym bilet wydaje się tańszy. Zapłacić pełną weekendową stawkę za ten seans to wielka pomyłka.

Reklamy

One thought on “Pakt krwi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s