February – Zło we mnie

Co jakiś czas najdzie nas z M. ochota na wyjście do kina na horror. Nie zdarza się często, ale akurat wtedy, gdy właśnie jakiś puszczają. Tak było i tym razem, choć wybór był dość ograniczony. W zasadzie wyboru nie było. Było tylko Zło we mnie. Zwiastun zapowiadał niezły seans, postanowiliśmy więc spróbować.

źródło: www.youtube.com

Jakież było moje zdziwienie gdy na Filmwebie przeczytałam, że February (bo taki jest jeden z oryginalnych tytułów) miał swoją premierę na świecie dwa (!) lata temu. W 2015 roku. Dobrze, że w końcu trafił i do naszych kin. Bo to całkiem niezły film grozy jest. Nie na darmo zdobył 7,5 punktów na 10.

Jak nietrudno się domyślić, akcja produkcji rozgrywa się w lutym. I reżyser już na początku zdaje się sugerować, że ma to duże znaczenie. Jest zima, dziwny krótki miesiąc. Niby świętujemy jeden wyjątkowy dzień (a czasami dwa, jak w udziale przypadnie ten dodatkowy, dwudziesty dziewiąty), ale co z tego, jeśli pozostałe charakteryzują się krótkim czasem trwania i smętną atmosferą. Przynajmniej tak nakreślono to w tym horrorze.

źródło: www.comingsoon.net

Kolejnym elementem budującym napięcie jest opustoszały internat, w którym czas spędzają dwie uczennice i dwie opiekunki. Ciemno tam. Pusto tam. Cicho tam. Czasami słychać tylko jakieś szepty, dziwne odgłosy z kaloryferów i migające świetlówki. Czy już się boicie? Tymczasem w toku akcji poznajemy jeszcze jedną bohaterkę, która przemierza bezdroża, by do wspomnianego internatu się dostać.

Mam tę przewagę, że wiem, jak film potoczył się dalej, wiem co się stało. Przyznam jednak, że samo wyobrażenie tej scenerii budzi lekki lęk. I tak jak ten opis jest powolny, tak samo budowana jest akcja horroru. Tu nic nie wyskakuje, a napięcie można ciąć nożem. Poszczególne wątki rozwijają się w swoim ślimaczym tempie. W żadnym wypadku nie jest to wadą. Te dawkowanie informacji powoduje, że chcę dalej zostać na seansie. Chcę wiedzieć co się wydarzy.

I można mieć zastrzeżenia, że film jest minimalistyczny, mało widowiskowy. Jeśli ktoś lubi screamery, pewnie będzie się nudzić. Dla mnie jednak to wszystko buduje niesamowitą spójność obrazu. Mamy mało dialogów, ale reżyser nadrabia to dźwiękiem. Momentami wyjętym wprost z hitchkock’owskich horrorów.

Odkrywam jeden tylko minus, ale dość ważny. Już w połowie filmu można domyślić się o co chodzi.

Aż dziw bierze, że to debiut reżyserski Oza Perkinsa. Takich początków można życzyć każdemu.

Reklamy

3 thoughts on “February – Zło we mnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s