Sztuka kochania

sztuka-kochania-film2źródło: www.wprost.pl

Na Sztukę kochania wybraliśmy się z M. w weekend otwarcia. Na naszym seansie tłumów nie było. Ale może to lepiej… I pierwsze co przyszło mi do głowy, gdy film się rozpoczął, to czy hasłami typu: więcej seksu niż w 50 twarzach Grey’a, nie zrobi się historii Wisłockiej źle. I że tak rozbuchana promocja spowoduje gorszy odbiór filmu, bo widz będzie spodziewał się fajerwerków po każdym orgazmie, a ich nie doświadczy… Potem, już w trakcie filmu pomyślałam sobie: szkoda, że takich lekarzy (od spraw kobiecych), to ze świecą szukać. To byłoby na tyle w kwestii rozmyślań okołofilmowych. Przejdźmy do meritum, do historii Michaliny Wisłockiej, pierwszej rewolucjonistki seksualnej RP.

Największym zaskoczeniem była dla mnie postać reżyserki. Przez kilka lat wypięta czterema literami na polskie kino, nie wiedziałam, że Marysia Sadowska również reżyseruje. Bo Sztuka kochania nie jest jej pierwszym filmem. Gdy na ekranie pojawiały się kolejne nazwiska, coraz bardziej otwierałam oczy ze zdziwienia i coraz bardziej przekonywałam się o słuszności wyboru seansu. Bo Olka Osadzińska, która w tej historii artdajrektorzy, to osoba na właściwym miejscu. Od dawna znam jej prace, śledzę rozwój jej kariery, a nawet lata świetlne temu zaliczyłam inspirujące spotkanie z nią w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jeszcze wtedy, gdy kończyłam pracę w urzędzie o przyzwoitej porze, miałam czas na takie wydarzenia latać. Na duże uznanie zasługuje również autor zdjęć. Michał Sobociński spisał się na medal. Operowanie światłem, kolor i kompozycja – po prostu cud, miód i orzeszki.

Aktorzy

Pora by o nich wspomnieć. Wszyscy bowiem spisali się na miarę swoich możliwości. Nawet Adamczyk i Szyc drażnili nieco mniej niż zwykle. Boczarska pokazała kawał dobrego aktorstwa, Lubos godnie jej wtórował, a Jakubik, Mecwaldowski i Barciś pięknie odwzorowali zacofanych aparatczyków.

Gdyby Weekend, który tak bardzo zniechęcił mnie do rodzimego kina, cechował dobry scenariusz i jeszcze lepsze aktorstwo, gdyby o całą wizualną oprawę zadbali profesjonaliści na poziomie, może mój foch nie trwałby sześć lat.

To już prawie koniec.

Na uznanie zasługuje jeszcze sposób prezentacji historii. Na przemienne sceny młodości i dojrzałości wprowadzają do filmu kapkę dynamizmu. Zmuszają również  do uważnego śledzenia biegu wydarzeń. I nie zgodzę się tu z opiniami, które sugerują, że wprowadza to chaos. Zastanowiłabym się raczej, jak bardzo nudna byłaby ta opowieść, gdyby potraktować ją liniowo i chronologicznie.

sztuka_kochania

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s