Prosto z kina: Kapitan Ameryka. Wojna bohaterów

Byłam w kinie w dniu premiery. W piątek. Oj dawno takich tłumów nie widziałam. Odkąd nie chodzimy z M. do kina na promocyjne środy, w salach mamy pustki. Czy było warto poświęcić późny wieczór na wizytę w multipleksie? Zdecydowanie tak. Bo Kapitan Ameryka: wojna bohaterów to, jak na razie, najlepszy film tego roku. Zgodnie przyznaliśmy 9,5/10. Wiadomo, 10 punktów, to już szał. Tu była natomiast MOC. Moc superbohaterów, moc akcji, moc wrażeń… Wszystko.

I wiecie co? Batman v Superman nie umywa się do ekranizacji marvelowskiego komiksu. A te 2,5 h zleciało raz-dwa.

captain_america_civil_war3źródło: www.ibtimes.co.uk

O zaletach rzecz.

Bez względu na to, czy patrzymy na Civil war jak na kolejną część Avengersów, czy Kapitana Ameryki, film wymiata. 9,5 to ocena nie w kij dmuchał. Obraz łączy w zasadzie 3 filmy – mamy tu do czynienia właśnie z tyloma wątkami, którymi swobodnie można rozdzielić inne produkcje. Po pierwsze jest rządowy projekt nadzoru nad superbohaterami, który doprowadza do podziałów. Jest akcja ratunkowa Zimowego Żołnierza i próba przywrócenia go do normalnego życia. I po trzecie jest zemsta Zemo, jedynego czarnego charakteru w tym filmie. Wątki te tak się ze sobą przeplatają, tak dobrze wynikają z siebie, że nie możemy tu mówić o jakichkolwiek brakach w logice czy spójności. Zupełnie inaczej, niż w tegorocznym Supermanie, gdzie mnogość motywów i bohaterów przytłaczały.

W Wojnie bohaterów poznajemy kolejne postacie z marvelowskiego uniwersum – nowe wcielenie Spidermana i Czarną Panterę. I właśnie ten ostatni skradł moje serce. Ponadto niezmienną sympatią darzę Ant-mana. Ta miniaturowość jest rewelacyjnie ko(s)miczna.

Akcji jest w filmie mnóstwo, a najlepsza jest 20-minutowa walka pomiędzy Avengersami. Bracia Russo mogliby dać kilka lekcji tworzenia ekscytujących widowisk innym twórcom.

O minusach rzecz.

Największym minusem jest fakt, że film dobiegł końca. Tym bardziej i z większą niecierpliwością czekam na kolejne ekranizacje przygód marvelowskich superbohaterów. To, co jeszcze wzbudziło u mnie nieco mieszane uczucia, to Vision. Nie mogę oprzeć się porównaniom do Kapitana Planety. Pamiętacie tę postać? Takiego superbohatera z bajek lat 80. i 90., który powstawał z połączenia 5 żywiołów i serca (?). Zawsze był taki prawy, dobry i nieomylny, wręcz doskonały. Czyż właśnie Vision nie jest tak samo sztywną postacią? Mój stosunek do niego jest raczej obojętny, jego brak w kolejnych częściach tego uniwersum nie spowodowałby u mnie poczucia straty. Co innego z pozostałymi bohaterami. Wielki ukłon więc dla twórców filmu, że żaden z Wielkich nie stracił tym razem życia. Pozostaje jednak pytanie, czy w wyczekiwanym starciu z Thanosem Avengersi będą w stanie walczyć ramię w ramię, czy staną ponad podziałami?

kapitan_ameryka

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s