Z miłości do literek

Prace nad filmikiem intensywnie wspierał, jak zwykle, nieoceniony M. W produkcji wykorzystano utwór Garbage I think I’m paranoid.

Wraz z początkiem roku podjęłam się wyzwania 366 dni z kaligrafią. Założeniem jest codzienna praca z literą i słowem. Moje poczynania możecie podglądać na instagramie. Do tej pory nie opuściłam ani jednego dnia. Konsekwentnie dążę do doskonałości w tym fachu. Wierzę, że podołam. Innym założeniem tej inicjatywy jest nieużywanie negatywnych, niemiłych czy smutnych słów. Słów – pesymistów. W moich kaligraficznych próbach rządzi radość.

Na koniec stycznia odkryłam, że w Warszawie organizowane są warsztaty kaligraficzne. Niestety było to dzień przed wydarzeniem, w związku z czym nie było już wolnych miejsc. Inna sprawa, że akurat zapowiedziałam wizytę w domu i nie chciałam jej przekładać. Okazało się jednak, że za dwa tygodnie odbędzie się kolejna edycja. Czym prędzej zapisałam się i opłaciłam. W walęwtynki pojechałam na Żoliborz do Warsztatu na nauki.

Zajęcia prowadziła Ania Czuż, z literami związana już od jakiegoś czasu. Spotkanie składało się z dwóch części – teoretycznej, gdzie poznaliśmy podstawowe narzędzia i praktycznej, której zwieńczeniem był kaligraficzny plakat oprawiony w ramę. W części pierwszej poznaliśmy również interesującą literaturę przedmiotu, którą przynajmniej w połowie będę chciała nabyć. Tu prym wiedzie wydawnictwo d2d. Ania zainspirowała mnie również do poszukiwania ciekawych rozwiązań typograficznych. Dlatego, gdy tylko zrobi się rozsądniej na dworze zawitam na targ na Kole. Być może znajdę tam ciekawe referencje.

Po warsztatach wiem, których narzędzi do czego i w jaki sposób używać. Nie potrafię się jednak zdecydować, które podobają mi się najbardziej. Stalówka, pędzel, parallel pen… Trudny wybór. Nie potrafię też zdecydować, jaki styl jest mi bliższy – kanciasty gotyk, płynny angielski… Próbuję i ćwiczę wszystkie.

Miłość do zabawy literą była we mnie od zawsze. Już w podstawówce czy gimnazjum dbałam o strony tytułowe zeszytów. Nie myślałam jednak wówczas o narzędziach czy stylach. Starałam się, by był to mój własny. Dopiero ubiegłoroczny prezent gwiazdkowy od M. sprawił, że ta, zagrzebana gdzieś, miłość powróciła. Jeszcze większym przełomem były minione święta, gdy mój kaligraficzny arsenał ponownie się wzbogacił. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak działać, ćwiczyć i szlifować umiejętność pięknego pisania. Zwłaszcza, że czasy nie sprzyjają pismu odręcznemu…

Nie liczę co prawda na przepisywanie Konstytucji, ale na tworzenie fajnych plakatów już tak.

I na koniec ku inspiracji:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s