W kinowym spóźnionym skrócie: efekciarsko i pod napięciem

Avengers

avengers_ultrons_timfan_posterźródło: mariebergeron.tumblr.com

9/10 – wielkie otwarcie świetnego kina. Akcja, tempo, postacie – wszystko ze sobą współgra. Jest znakomicie. W zasadzie nic więcej nie trzeba pisać. Trzeba za to obejrzeć. Avengersi obronią się sami.

*Przy efektach specjalnych majstrował Polak, a jego nazwisko pojawia się nawet w napisach końcowych (tak przynajmniej mówi, bo niestety tyle ich jest, że nie zdołałam wypatrzeć, wierzę na słowo).

Teraz czekam na wypad do kina na Ant-Mana. Z przeczytanych recenzji wynika, ze warto. W końcu to wciąż Marvel

 

Mad Max: Na drodze gniewu

 

Oj, robi wrażenie. I gdyby nie brak fabuły, mógłby dostać nawet 10/10, a tak jest 8.

Na początku przyznam się do czegoś: nie widziałam poprzednich edycji Mad Maxa i nad tym nie ubolewam. Nie przeszkadzało mi to wcale przy oglądaniu obrazu z tego roku. Inną sprawą jest, że może powinnam poprzednie serie zobaczyć, bo, jak mawiali moi gimnazjalni znajomi, mój tata przypominał Mela Gibsona. Dla samej rodzinnej solidarności.

Wracam jednak do Na drodze gniewu. Film charakteryzuje mała ilość dialogów, ich brak jest rekompensowany przez akcję, działanie i dużą ilość kurzu. Niezaprzeczalnie rewelacyjne są futurystyczne wozy. Wrażenie robi również nieustannie przygrywający wydarzeniom szalony gitarzysta. I mimo ubogiej fabuły, film broni się efektami. Te są tak wypasione, że szczęka opada.

mad-max-fury-roadźródło: geektyrant.com

 

San Andreas

San+andreas+Posterźródło: teaser-trailer.com

Zwiastun był świetny, zachęcił mnie do pójścia do kina. Piosenka ze zwiastunu – rewelacja, zresztą dzieliłam się już nią w którymś cyklu poniedziałkowym. A sam film? No cóż… 7/10 mówi samo za siebie. Źle nie jest, ale mogło być lepiej. To taki typowy amerykański obraz katastrofy. Wszyscy są piękni i wymuskani, zgrabni i powabni. Sporo było niedopatrzeń twórców, m.in. znikający brud z twarzy. W jednaj scenie bohaterka wydobywa się z gruzów, cała zakurzona i poraniona, a uratowana w helikopterze zdążyła się nawet umyć i pozbyć zadrapań. Standardowo pojawił się również silny motyw patriotyczny. Flaga amerykańska jako symbol odrodzenia i jedności. Idealistyczne podejście, jakby wystarczyło pstryknąć palcami.

Film zaczął się mocnym uderzeniem, z grubej rury. I w zasadzie jest tak przez cały czas. Napięcie utrzymuje się na stałym wysokim poziomie. Choć trudno mi stwierdzić czy ciarki, które chodziły po mnie cały seans były spowodowane właśnie filmem, czy raczej nadmierną klimatyzacją.

Na koniec wypada wspomnieć jeszcze o efektach. Te, jak przystało na film z pompą, były świetne. A najlepszy był widok ruszającej się ziemi z lotu ptaka.

 

Jurassic World

jurassic_worldźródło: www.reddit.com

Kolejny seans trzymający w napięciu. Ocena: 8/10, bo mimo wszystko to taki odświeżony Park jurajski, a za tym nigdy nie przepadałam. Na film poszłam tylko dlatego, żeby M. nie siedział samotnie (choć miałam też cichą nadzieję, że w związku z tym odwdzięczy się i pójdzie ze mną na Magic Mike XXL, taki żarcik). W punktach przytoczę swoje spostrzeżenia, zanotowane zaraz po powrocie do domu:

  • Starlord bardzo przypominał samego siebie. Nowej postaci nie wykreował, ale źle nie zagrał.
  • Ruda miała bardzo fajne rude włosy.
  • Starszy z braci gdzieś już grał, ale za Chiny nie mogę przypomnieć sobie gdzie. Ewentualnie, wszyscy ci nastoletni aktorzy są do siebie tak podobni i przypominają Justina Biebera, więc mogło mi się to tylko wydawać.
  • Za dinozaurami nie przepadam, nigdy mnie nie fascynowały i wydaje mi się, że nawet nie widziałam drugiej i trzeciej części Parku jurajskiego. Pierwszą obejrzałam chwilę przed wizyta w kinie, gdy leciała na Paramount Channel czy innym FOXie.
  • Choć, jak wspomniałam, do kina poszłam dla M., to wcale nie żałuję. Raz, że to kolejny film do kolekcji, a dwa kolejne doświadczenie i bardziej otwarta głowa i umysł.
  • Napięcie trzymało cały film, a skoro tak było, to seans trzeba zaliczyć do udanych. Ale spokojnie, śladów po wbijających się paznokciach nie zostawiłam ani na M., ani na sąsiadach poniżej.

 

Reklamy

4 thoughts on “W kinowym spóźnionym skrócie: efekciarsko i pod napięciem

    • Koniecznie! Świat superbohaterów długo mnie nie fascynował, ale jak już zaczął, to nie odpuszcza. Z niecierpliwością czekam na kolejne serie, a zwiastuny oglądam z wypiekami na twarzy. A już tylu superbohaterów w jednym filmie… Jak też zdarza mi się usypiać na niektórych produkcjach, tak tu nie mogłam :-)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s