W kinowym skrócie: animacje

Ostatnie dwa tygodnie to kolejne dwie wizyty w kinie. Pierw Minionki, a następnie W głowie się nie mieści. Obydwie animacje warte są zawrócenia sobie głowy, poświęcenia kapki czasu, a po obejrzeniu każdej na twarzy pojawia się banan. Wielki, żółty, dorodny banan.

bananMinionki

O pierwszej części animacji z udziałem tictaców dowiedziałam się, gdy do kin wchodziła kolejna. Było to jakieś dwa lata temu. Początki znajomości z M. M. nawet chciał iść na to do kina, ale nie znaliśmy się jeszcze na tyle dobrze, bym wierzyła, że mówi serio (oj, byłam niemądra). Do kina nie poszliśmy, ale gdy już obejrzałam pierwszą i drugą część perypetii Minionków, zakochałam się i żałowałam, że nie obejrzałam ich na wielkim ekranie. Tym razem nie popełniłam tego błędu, poza tym już wiedziałam, że oboje uwielbiamy dobre animacje. Na pełnometrażówkę z udziałem żółtych stworków czekaliśmy od co najmniej roku.

Bajka otrzymała od nas 7,5/10. Była zabawna, a policzki bolały mnie już po 10 minutach oglądania. Była przesłosdka, aż mogła przysporzyć cukrzycy. Dużo się działo, akcja była wartka, nie dało się usnąć (choć M. może twierdzić co innego, nie słuchajcie go). Co ciekawe, sala wypełniona była po brzegi samymi dorosłymi. I całe szczęście, bo już myślałam, że jesteśmy jedynymi takimi freakami.

Obawy, że żółtych ludków może być za dużo okazały się niesłuszne. M. twierdzi, że było ich nawet za mało, bo liczył, że opowieść będzie o całym plemieniu, a nie o przygodach trzech: Stuarta, Kevina i milusiego Boba. Jednak ilu opowieść by nie dotyczyła, to i tak wieczór należy zaliczyć do udanych.

11017835_10153419344807884_5279069118285804303_nźródło: www.facebook.com/CinemaCityPoland

W głowie się nie mieści

Jest moc. 9,5/10 to najlepszy wynik w tym roku. Magia disneyowskich fabuł połączona z pixarowym kunsztem to przepis na sukces. Nic dziwnego, że bajka jest już teraz pewnym kandydatem do Oscara. I wcale bym się nie obraziła, gdyby faktycznie go otrzymała.

Film o emocjach wywołał ich sporo. Niejednokrotnie łza w oku dorosłego mogła się zakręcić, a u dzieci wywoływał wzruszenie i płacz. Po spadku jednej z postaci do krainy zapomnienia kilkoro dzieci na sali intensywniej pociągało nosami.

pixarźródło: forbes.com

Wykorzystanie konceptu zarządzania życiem człowieka z wewnątrz jest stare jak świat. Wystarczy przypomnieć sobie bajkę Było sobie życie. Jednak umieszczenie centrum sterowania w głowie i zarządzanie przez 5 emocji: Radość, Smutek, Odrazę, Strach i Złość, to coś, co nie może się znudzić. U głównej bohaterki wiodącą jest Radość, która, zdaje się, chce mieć monopol na wszystkie wspomnienia. Dobrze, że w porę się opamiętuje. A jak jest u nas, co przeważa w naszych głowach? Pytanie nasuwa się same, po wyjściu z kina.

Swoją drogą głosy Kingi Preis i Małgorzaty Sochy idealnie pasują do Smutku i Radości.

I cóż mogę rzec, tudzież napisać, na sam koniec. W każdym z nas jest coś z dziecka. Nie bójmy się tego, w końcu tez kiedyś byliśmy mali. Ujawniajmy to we właściwych momentach. Oglądajmy bajki, ale rozmawiajmy już jak dorośli. Tyle na dziś. Ruszam na paradę buldożków francuskich. Może uda mi się strzelić kilka fotek.

Reklamy

3 thoughts on “W kinowym skrócie: animacje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s