Nie spodobał mi się Arcyklejnot

A wszystko rozchodzi się właśnie o tę błyskotkę.

Jednak zanim przejdę do opowieści o wspomnianym wyżej kamieniu, muszę się usprawiedliwić. Tekst ten bowiem powinien pojawić się już w ubiegły czwartek, najpóźniej w piątek. Niestety wdrożenie w nowy system pracy i nowe obowiązki trochę trwa i niekiedy czasu zostaje tylko na sen. A czego, jak czego, ale minimum 6h w łóżku odmówić sobie nie potrafię. Reasumując, mam kilka pomysłów na wpisy i muszę tak zacząć organizować sobie dni, abym mogła realizować wszystkie swoje zamierzenia. Będzie trudno, ale wierzę, że dam radę.

Teraz już mogę wrócić do kamieni, bitew i innych niebezpiecznych wypraw. Będzie dość krótko, bo to nie jest temat filmu, który pochłania mnie bez reszty, ale coś tam przeczytać można.

bitwa pięciu armiiBo oto byłam na Hobbicie. Już drugi raz. W 2013 roku na drugiej części, która o dziwo mnie zainteresowała, i w tym na trzeciej. Pierwszej nie widziałam, ale też nie mam potrzeby nadrabiania tej zaległości, choć M. mówi, że była najlepsza. Bitwa pięciu armii dostała od nas zaledwie 6 punktów na 10 możliwych. To nie jest wynik rewelacyjny, aczkolwiek nie jest też zły. A nie jest zły, bo samo wyjście do kina jest przyjemnością, z góry więc każdy film na starcie otrzymuje już połowę punktów. W zasadzie, po takiej analizie okazuje się, że wielki Hobbit ma tylko 1 punkt. No dobra… to lekka przesada, aż tak fatalnie nie jest. Jeśli miałabym cofnąć się w czasie i przyznać taki właśnie jeden punkt filmowi, który widziałam w kinie, byłby to nieszczęsny Weekend, po którym na dobre zniechęciłam się do polskiego kina. Były to pieniądze wyrzucone w błoto i zmarnowanie mojego cennego czasu. W zasadzie, to może powinnam ubiegać się o rekompensatę za stracone godziny?

Jeśli chodzi o Bilbo i jego kompanów, sam obraz nie powala. Co więcej nierzadko w oczy rzuca się komputer. A to boli. Wydaje mi się, że przy takim budżecie i przy długiej liście współpracowników taka rzecz nie powinna mieć miejsca. Najbardziej widać to w scenie ze spadającymi kamieniami, w której jeden z bohaterów wygląda jakby walczył z ruchomymi , zjeżdżającymi z dół, schodami.

Są ładne sceny, są ładne widoki – ale to kapkę za mało. Z resztą, czego można spodziewać się po filmowej trylogii opartej na jednej, zaledwie 280-stronicowej, książce. Trzeba mieć baaardzo bujną wyobraźnię, żeby porwać się na coś takiego. Niestety tym razem fantazji chyba trochę zabrakło, no bo przecież nie warsztatu.

armia elfówźródło: 1 / 2

 

Reklamy

One thought on “Nie spodobał mi się Arcyklejnot

  1. Ten bohater, walczący z ruchomymi schodami to Legolas… Orlando Bloom, który „zarabia” u mnie dla tego filmu 10/10 😁 No i ten tekst o żołędziu: „Idź, zasadź go, żeby ludzie pamiętali, by bardziej cenić dom niż bogactwa”. Jako obecnie Matka Polka wzruszyłam się, bo to ważne przesłanie.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s