Przeczytałam „Zeszyty don Rigoberta”

Podobała mi się Pochwała macochy. A czytała ją jakieś 7 lat temu. Sięgałam potem po inne książki Llosy, ale jakoś mnie nie wciągnęły. Do czasu. Niedawno bowiem natknęłam się na Zeszyty don Rigoberta, kontynuację przygód tytułowego bohatera i Lukrecji, czyli wcześniejszej macochy. Już sam opis na okładce pozwolił mi stwierdzić, że tę książkę muszę przeczytać. A musicie wiedzieć – jeśli chodzi o literaturę, jestem dość wybredna (zresztą w wielu sprawach jestem dość wybredna, ale może o tym przy innej okazji). Powieść czy opowiadanie musi spełnić u mnie kilka kryteriów:

  1. cenię sobie narrację pierwszoosobową i taką preferuję,
  2. czytam kilka pierwszych i ostatnich zdań książki – jeśli mi się spodobają – biorę,
  3. jeżeli jednak pierwsze zdania mnie zmylą i już chwycę lekturę, a potem okaże się, że to nie to, jestem bezlitosna – zostawiam, nie męczę się więcej,
  4. oceniam książkę po okładce,
  5. czasami zdarza się to COŚ, co pozwala zrezygnować z powyższych, ale niezwykle rzadko…

Zeszyty don Rigoberta spełniły punkt 1 i 2. Nie zawiodłam się. Dobrnęłam do końca i już ostrzę zęby na nową, jeszcze gorącą powieść Llosy, która czeka już na półce u M. Muszę tylko skończyć Mroczny zakątek Gillian Flynn, równie ciekawy i dobrze napisany.

Zeszyty opisać można trzema słowami: tęsknota, namiętność i erotyzm. Wszystkie te elementy składają się na rewelacyjną powieść, którą mogłabym czytać bez końca. Niestety wraz z końcem trasy autobusu, skończyłam i książkę. Jednak język jakim jest napisana, charakterystyczny dla Llosy, powodował, że niejednokrotnie nie mogłam się od niej oderwać. Opisy fantazji głównych bohaterów, relacje z seksualnych przygód, tajemnicze listy – w toku książki nie wiemy co jest prawdą, a co wydumaną historią. Dowiadujemy się tego dopiero na samym końcu, w epilogu. Ta niewiedza w niczym nam jednak nie przeszkadza, a nawet więcej –  sprawia, że nierzadko samemu zaczyna się rozmyślać i marzyć.

Fajnym motywem okazało się również wprowadzenie do powieści postaci Egona Shielego, na punkcie którego Fonsito, prowodyr wszystkich, bardziej lub mniej dwuznacznych, sytuacji miał obsesję. Inspiracje czerpane z jego obrazów są niespotkanym przeze mnie do tej pory, a bardzo ciekawym, dodatkiem do tej powieści.

Egon_Schiele_-_Two_Women Egon_Schiele_029źródło: http://www.paulsquire.com/egon-schiele/

Wracam więc teraz do czytania Mrocznego zakątka, aby czym prędzej sięgnąć po Dyskretnego bohatera. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s